-Dzwonił z budki koło tej alejki, w której zabił ofiarę.- poinformował mnie Esposito.
-Dzięki. Pewnie już się ulotnił.- stwierdziłam.
- Idę z Tobą- powiedział Rick.
-Ze mną??- spytałam.
-Tak. Idę z Tobą- powtórzył.
-Gdzie??- zapytałam nie rozumiejąc jego intencji.
- Na ten most o północy. Nie muszę być prawdziwym policjantem by wiedzieć jak to się zakończy.- rzekł. On Cię zabije Kate.
-Castle ma rację.- powiedział szef, który przed chwilą pojawił się w pokoju socjalnym.
-Pan chyba żartuje.-stwierdziłam.
-Nie. Kate musisz mieć obstawę.- powiedział prostując się, a tym samym nadając władczą postawę.
- I dlatego właśnie idę z Tobą.- upierał się pisarz.
- Bez żartów... Ty masz być moją obstawą??- powiedziałam zażenowana.
- Hey!! Wypraszam to sobie.-rzekł robiąc obrażoną minę.
- I co mu zrobisz?? Zastrzelisz go niezłym dowcipem??- spytałam sarkazmując.
- Coś w tym stylu- zażartował. A tak szczerze... potrafię się bić- dodał.
Nie musiałam się długo namyślać.
-To jest zbyt niebezpieczne żebyś mógł ze mną jechać- odpowiedziałam stanowczym tonem
- Wiem, że to jest niebezpieczne. Dlatego właśnie chcę z Tobą jechać. Boję się, że coś Ci się stanie.-rzekł.
-Przestań. Świetnie dam sobie radę. Wystarczy mi broń.- upierałam się.
- Nie mogę pozwolić na to, żebyś się narażała, Kate. Pozwól mu ze sobą jechać- dodał mój przełożony.
- No dobrze. Niech jedzie- odparłam.
************
Zbliżała się wyznaczona godzina byłam zdenerwowana.
- Nie martw się Kate.- szepnął Castle
- Nie martwię się.- odrzekłam. Weź kamizelkę kuloodporną. Może się przydać.-dodałam.
- Dobrze. Ale Ty też musisz ją założyć- wyszeptał
-Mam ją już na sobie-rzekłam. Mam ją pod bluzą- dodałam
-Powinniśmy już jechać- powiedziałam niepewnym głosem.
-Więc jedźmy- odparł
Droga mijała bez większych trudności.
-Siedź tu tak by nikt Cię nie zauważył. W razie konieczności możesz strzelać.-powiedziałam mu gdy dojeżdżaliśmy.
Zaparkowałam samochód niedaleko wyznaczonego miejsca. Wyszłam z czarnego auta i udałam się na miejsce spotkania.
-Witaj.-powiedział
mężczyzna pasujący do opisu podanego przez Castla. Miło,że jesteś
szkoda tylko, że nie sama jak Cię prosiłem.- dodał
- O czym Ty mówisz?? jestem sama- grałam na zwłokę.
-Dlaczego zabiłeś moją matkę??-spytałam powstrzymując łzy.
- Dostałem zlecenie.-odparł obojętnym tonem.
-Na Sarę też dostałeś zlecenie??-kontynuowałam nietypowe przesłuchanie.
- Tak. Zabiłbym jeszcze jedną osobę ze środowiska Twojej matki, ale plany uległy zmianie.- odpowiedział.
-Kto jest Twoim zleceniodawcą??- spytałam, z trudem się powstrzymując.
-Nie powiem Ci. Jest grubą szychą, a po za tym go nie znajdziesz.- naigrywał się.
Równie dobrze nawet teraz mogę Cię zabić.-dodał, wyjmując broń i celując we mnie.
"Nie
mogę pozwolić by Kate zginęła"- pomyślał Rick, po czym spojrzał się w
moją stronę, zauważając, że grozi mi niebezpieczeństwo, wyszedł z
samochodu.
- Nie myślałem, że jesteś na tyle głupia, by brać ze sobą pisarza.-skomentował mój oprawca.
- Sam z nią przyszedłem.- powiedział zdenerwowany Castle.
-Kazałam Ci zostać w aucie!!- zwróciłam się do mojego nieposłusznego partnera.
-Skoro
sam tu przyszedłeś zginiesz marnie. Ugotuję dwie pieczenie na jednym
ogniu- powiedział zabójca mojej mamy, który złapał Castle'a jako
zakładnika. Odsuń się, albo przestrzelę mu wątrobę. Będzie umierał
powoli- zagroził mi.
-Dlaczego zabiłeś Johannę Beckett i Sarę Bryan??- zagadał go Rick.
-Serio?? W chwili kiedy masz umrzeć chcesz wiedzieć dlaczego zabiłem??- spytał rozbawiony.
Zabiłem
pon...- zdania nie zdążył skończyć, gdyż pisarz wyswobodził się z
uścisku Tonniego Marksa, uderzając go. Korzystając z okazji chwilowego
szoku skułam Marksa.
- Wszystko w porządku bohaterze??- odezwałam się do nowej odsłony ,,Arnolda Szwarcenegera"
*******
Po schwytaniu mordercy wróciliśmy na posterunek.
- Wspaniała robota- pochwalił nas szef. Twoja też Ricky- dodał.
- Ok. Zbieram się do domu.- rzekłam.
- Hey!! Ja nie żartowałem, gdy mówiłem o naszej wspólnej randce.- powstrzymał mnie już mi tak dobrze znany głos.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz