wtorek, 6 września 2016

Rozdział III ,,Propozycja"

Gdzieś w Nowym Yorku w zamożniejszej okolicy.
-Witaj wujku wejdź.- powiedział niebieskooki mężczyzna.
-Jak sobie życzysz Rick.- odparł zaproszony. Nie obudziłem Cię??-dodał.
-Jak tam sprawy na komisariacie??-spytał nie mogąc się powstrzymać. Nie. Nie mogę spać. Próbuję coś napisać i nic mi nie wychodzi- powiedział rozżalony.
-Dobrze. Dziękuję. Mam nowego detektywa.- pochwalił się czarnoskóry.
-To wspaniale Roy- wtrąciła się rudowłosa kobieta.
-Mamo to prywatna rozmowa- powiedział oburzony Castle.
-W porządku. Witaj Martho. Wybaczcie ale muszę już iść. Miło było Was zobaczyć.- pożegnał się Montgomery.
**********
Godzina 6.30. Usłyszałam głośny dzwonek alarmu, który nastawiłam dzień wcześniej by nie spóźnić się już pierwszego dnia. Wyłączyłam go nadal leżąc. Po 5 minutach wstałam i udałam się do łazienki. Wzięłam przyjemnie chłodny prysznic, rozbudzając swoje ciało do działania. Zawinęłam się  w biały bawełniany ręcznik i skierowałam się do kuchni. Przygotowałam kubek, wsypałam do niego kawę i wlałam do elektrycznego czajnika wodę. Po 5 minutach kofeinowy zastrzyk był gotowy. Po wypiciu czarnej cieczy podeszłam do szafy otwierając ją i patrząc na sterty ubrań, zastanawiając się co na siebie założyć. W końcu zdecydowałam się na białą bokserkę i czarne rurki i oczywiście moje ulubione czarne wysokie szpilki. Gdy już się ubrałam przeglądałam się w lustrze. Było idealnie.
,,Ale czy tak powinnam się ubrać do pracy. Powinnam już wyjść"- pomyślałam . Wzięłam torebkę i wyszłam z domu . Nagle straciłam równowagę .
- Fak!! Obcas się złamał- zdenerwowałam się. 
Bez namysłu wróciłam do domu położyłam buty i wzięłam czarne tenisówki. Zamknęłam drzwi i biegiem już ruszyłam w stronę szarego BMW. Wyjechałam na drogę i oczywiście trafiłam na korki.  Stwierdziłam że pojadę objazdem. Opłaciło się.
***********
Po 30 minutach byłam już w pracy. I nagle  go zobaczyłam... Rick Castle.
 "Co on tu robi??  Rozmawiał z moim nowym szefem"-pomyślałam.
Nagle spojrzeli na mnie obaj.  
-Coś się stało??-podeszłam do Pana Roya i spytałam.
-Tak. Pan Castle był w złym miejscu o złym czasie...- zaczął kapitan.
- Widziałem morderstwo.- dokończył pisarz.
- To będzie Twoja pierwsza sprawa-dodał kapitan.
Podekscytowana i nieco zmieszana zaczęłam czytać akta sprawy. Po zapoznaniu się ze sprawą powędrowałam do pokoju przesłuchań gdzie czekał na mnie świadek.
Weszłam do pokoju przesłuchań.
"Nie stresuj się Kate. Zrób to tak jak to robiłaś na szkoleniu ..."- powtarzałam sobie w myślach próbując się uspokoić.
-Jak się nazywasz??-zaczęłam.
-Serio?? Jestem Rick Castle...każdy mnie zna.- odpowiedział trochę zażenowany.
-Wybacz, ale takie jest moje zadanie. Po za tym nie każdy jest Twoim fanem.- odrzekłam spokojnie.
- Taaaa... tylko mi nie mów, że nie jesteś moją fanką.- wyprostował się.
-Właśnie nią nie jestem- skłamałam.
-Może się nią staniesz gdy, po skończonej sprawie umówimy się na drinka.- powiedział z nadzieją w głosie.
-Wątpię. Wracając do sprawy. Co takiego widziałeś??- kontynuowałam nie dając mu fantazjować o wspólnej randce.
- Faceta, który zabił tę kobietę.- odpowiedział krótko.
-Jak na pisarza nie jesteś zbyt rozgadany.- przyznałam.
- Bo mi odmówiłaś. Żadna kobieta mi nie odmówiła- powiedział szczerze.
-Biedactwo jak Ty to przeżyjesz- zironizowałam. Potrafisz go opisać??-dodałam.
-Szczupły, wysoki. Czarne włosy. Koło 30.
-A jakieś szczegóły?? Rysy twarzy??- nalegałam.
- Nie wiem. To działo się tak szybko. Trudno jest być świadkiem. Gdybyście mieli zdjęcia... albo gdybym go zobaczył powiedział bym Ci.- dodał sfrustrowany.
- Ok. Jesteś wolny. Jak by coś Ci się przypomniało zadzwoń- powiedziałam wręczając swoją wizytówkę.
- Mogę też zadzwonić jak będę czuł się samotny??- spytał, po czym zrobił smutny wyraz twarzy.
"Nie odczepisz się ode mnie tak łatwo"- pomyślał Rick. Mam do Ciebie prośbę.- dodał gdy znalazł się w gabinecie swojego wujka.
-Tak Rick??- spytał zaskoczony czarnoskóry.
- Mógłbym być Waszym konsultantem?? Pomógłbym Wam w sprawach.- zaproponował Castle.
-Richard... Ty nie proponujesz tego, tylko dlatego byś mógł udawać policjanta, prawda??- zaśmiał się Roy.
- No przecież mnie znasz... Tak szczerze nie tylko. Ta detektyw... Kate wpadła mi w oko. I lubię ją denerwować- powiedział, uśmiechając się.
-A pod jakim pretekstem masz być tym konsultantem??- kontynuował mężczyzna.
- Hmmmh. W tej Kate coś jest. Dopiero co ją poznałem... a już zainspirowała mnie do napisania nowej książki. Będzie z niej świetny detektyw.-przyznał siostrzeniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz